
Hantawirus w Tajlandii: Znany od 50 lat, ale bezpieczniejszy niż ten z Ameryki
W mediach społecznościowych zaczęły krążyć niepokojące informacje o hantawirusie, ale czołowi tajscy naukowcy studzą emocje. Prof. dr Yong Poovorawan z Uniwersytetu Chulalongkorn wyjaśnia, że szczep występujący w Tajlandii różni się od tego, który sieje postrach w Ameryce Południowej.
Choć testy genetyczne potwierdzają obecność wirusa u tajskich gryzoni (np. szczurów bambusowych), a przeciwciała u ludzi wykrywano już pół wieku temu, sytuacja w kraju jest stabilna i nie daje powodów do paniki.
Dlaczego nie musimy się bać?
Kluczowa różnica polega na sposobie transmisji i agresywności wirusa:
Brak transmisji między ludźmi: W przeciwieństwie do szczepu „Andes” z Ameryki Południowej (który ma śmiertelność na poziomie 30-40%), tajski hantawirus nie przenosi się z człowieka na człowieka.
Sposób zakażenia: Zarazić można się niemal wyłącznie przez wdychanie pyłu zanieczyszczonego odchodami, moczem lub śliną gryzoni.
Inne objawy: W Azji wirus wywołuje głównie gorączkę krwotoczną z zespołem nerkowym (HFRS), podczas gdy w Amerykach atakuje płuca (HPS), co jest znacznie groźniejsze.
Na co uważać?
Mimo niskiego ryzyka, wirus wciąż może być niebezpieczny dla jednostek. Typowe objawy to:
Wysoka gorączka i silne bóle mięśni.
Nudności i wymioty.
W rzadkich, ciężkich przypadkach – niewydolność nerek.
Werdykt eksperta
Dr Yong podkreśla, że hantawirus towarzyszy Tajlandii od dekad i nigdy nie doprowadził do masowych zachorowań. „Ryzyko w kraju jest uważane za bardzo niskie i nie jest powodem do niepokoju” – podsumował profesor.
💡 Rada od nas: Najlepszą ochroną jest po prostu higiena. Jeśli sprzątacie piwnice, schowki lub miejsca, gdzie mogły bytować szczury, róbcie to na mokro (by nie wzbijać pyłu) i najlepiej w maseczce. To wystarczy, by spać spokojnie.
Źródło
nationthailand