
Rozłam w sojuszu? Tajlandia szuka ratunku u rywali USA po wybuchu wojny z Iranem
Szef tajskiej dyplomacji, Sihasak Phuangketkeow, udzielił głośnego wywiadu dla „The Washington Post”, w którym wprost skrytykował postawę Stanów Zjednoczonych wobec skutków wojny w Iranie. Tajlandia, wieloletni sojusznik USA, twierdzi, że nie otrzymała żadnego wsparcia w obliczu potężnego kryzysu ekonomicznego wywołanego tym konfliktem.
Według ministra, administracja Donalda Trumpa (który objął urząd w 2025 r.) nie zaoferowała Tajlandii żadnej realnej pomocy, mimo że kraj zmaga się z drastycznymi podwyżkami cen paliw, brakiem nawozów i paraliżem transportu morskiego w Cieśninie Ormuz.
Najważniejsze punkty wywiadu:
Brak dialogu: Minister przyznał z goryczą: „Wiedzą, że są konsekwencje wojny, ale nie przyszli do nas zapytać, jak mogą pomóc”. Jedyne, co usłyszeli od Waszyngtonu, to oferta zakupu amerykańskiej ropy i gazu.
W stronę Moskwy i Pekinu: Z powodu braku wsparcia z Zachodu, Bangkok zaczął negocjować z Rosją zakup ropy oraz z Chinami w kwestii nawozów i technologii. Tajlandia zwróciła się też do Pekinu o pomoc w uwolnieniu 8 statków handlowych uwięzionych w Cieśninie Ormuz.
Krytyka wojny: „Ta wojna w ogóle nie powinna mieć miejsca” – stwierdził minister, podkreślając nieprzewidywalność polityki USA, która zmusza Tajlandię do przemyślenia swoich dotychczasowych sojuszy.
Dlaczego to jest groźne?
Tajlandia jest kluczowym hubem logistycznym dla wojsk amerykańskich w Azji. Rosnąca niechęć Bangkoku do polityki Waszyngtonu może doprowadzić do trwałego zbliżenia z Chinami, co zmieni układ sił w całym regionie.
Gospodarka Tajlandii cierpi podwójnie: ceny nawozów dla rolników wzrosły niemal dwukrotnie, a ceny diesla na stacjach osiągnęły historyczne maksima. W tej sytuacji rząd w Bangkoku uznał, że przetrwanie kraju jest ważniejsze niż lojalność wobec partnera, który "tylko składa oferty handlowe".