
Seks-skandale i brawura na celowniku. Premier Anutin: Będziemy ścigać bez wyjątków
Miarka się przebrała. Premier Tajlandii, Anutin Charnvirakul, oficjalnie zapowiedział w środę „dokręcenie śruby” turystom, którzy łamią prawo i lekceważą tajską kulturę. To bezpośrednia reakcja na serię skandalicznych nagrań, które w ostatnich tygodniach zalały internet.
Szef rządu wydał służbom jasny rozkaz: zero litości. Każdy cudzoziemiec, który zakłóca porządek publiczny, zażywa narkotyki lub dopuszcza się nieobyczajnych zachowań, ma być ścigany z pełną surowością.
Czarna lista rośnie – te incydenty przelały czarę goryczy:
Premier wymienił konkretne sytuacje, które zszokowały opinię publiczną i doprowadziły do interwencji na najwyższym szczeblu:
Seksturystyka w wersji publicznej: Na Phuket deportowano już Hiszpana i Peruwiankę za głośny "występ" w tuk-tuku. Wcześniej ten sam los spotkał dwie pary z Francji za seks na plaży i w pojeździe. O tym wybryku pisaliśmy tutaj.
Orgie w wodzie: W Pattayi mieszkańcy zgłosili policji cztery pary uprawiające seks w morzu na oczach innych plażowiczów.
Głupota na drodze: Kolejny turysta w Pattayi próbował zrobić salto z dachu jadącego songthaewa (lokalnej taksówki) – skończyło się upadkiem twarzą na asfalt i interwencją służb.
"Bez wyjątków"
Zastępczyni rzecznika rządu, Ploytalay Laksmisangchan, przekazała, że premier Anutin nakazał też wzmożone kontrole w klubach i lokalach rozrywkowych. Cel jest prosty: utrzymanie porządku publicznego i ochrona "dobrych wartości kulturowych Tajlandii".
Turystyka w cieniu wojny i skandali
Twarda ręka premiera pojawia się w trudnym momencie. Rząd liczył na 33,5 miliona turystów w 2026 roku, ale statystyki są niepokojące:
W kwietniu liczba przyjazdów spadła o 7% rok do roku.
Turyści z Europy uciekają najszybciej – ich liczba spadła o blisko 16%. Powód? Głównie skutki wojny na Bliskim Wschodzie, ale władze obawiają się, że fatalny wizerunek "pijanych i napalonych" cudzoziemców tylko pogarsza sprawę, odstraszając zamożniejsze rodziny.
💡 Komentarz: Jeśli planujesz wakacje w Tajlandii, weź sobie słowa premiera do serca. Czasy, gdy za publiczne ekscesy groziło tylko upomnienie lub mały mandat, odchodzą do lamusa. Dziś nagranie w internecie to niemal gwarantowany bilet w jedną stronę i dożywotni zakaz wjazdu do Tajlandii.
Źródło
bangkokpost